Dzisiaj był dzień w którym nareszcie przeprowadzam się do Hollywood na stałe. Dostałam tam ciekawą ofertę pracy. Miałam pracować dla gazety, ale teraz nie to było ważne. Mam tam mieszkać u mojego wujka, który jest producentem Black Veil Brides. To może być dla mnie wielka szanse na przebywanie bliżej Andi'ego, jak i również poznanie reszty zespołu.
W chwili gdy tato wkładał ostatnią walizkę do bagażnika zawołał mnie, że czas już jechać na lotnisko.
-Do zobaczenia mamo.- powiedziałam całując ją w policzek.
-Do zobaczenia mamo.- powiedziałam całując ją w policzek.
-Żegnaj córciu! Będę tęsknić!Obiecaj że będziesz dzwonić.- powiedziała ze łzami w oczach. -Obiecuję...- nic więcej nie zdążyłam powiedzieć bo mama wpadła mi w ramiona, tak że nie mogłam swobodnie oddychać.
-Ginn! Chodź już bo nie zdążysz na swój lot.- Powiedział tata, a mama wybuchła płaczem..
-Już idę tato!-odkrzyknęłam.
Wsiadłam do auta,pomachałam jeszcze przez szybę swojej rodzicielce i odjechałam z tatą na lotnisko. Dotarliśmy tam mimo nie małych utrudnień na parkingu,spowodowanych bakiem miejsca.
-Pasażerowie lotu 167 do Hollywood proszeni na odprawę.-usłyszałam polecenie z głośników.
-Córciu, pamiętaj! Nie przeszkadzaj wujkowi, wiesz ile ma pacy jako menedżer tak sławnego zespołu, a i nie przysparzaj kłopotów chłopakom...-powiedział tata.
-Dobrze tato! Będę pamiętać. Trzymaj się. Dam znać jak dolecę..
Na miejscu odebrałam bagaże i zajęłam się rozglądaniem, za moim wujem. Wtedy ktoś zaczepił mnie. To był... O mój Boże... Ashley Purdy!
-Ginevra Molly Wesley?-zapytał jeden ze członków Black Veil Brides.
-Tak.-odpowiedziałam ledwo łapiąc powietrze.
-Ja jestem...-Przerwałam mu wypowiedź.
-Ash...- Powiedziałam za niego.
-Tak dokładnie.- Uśmiechnął się. -Twój wujek kazał mi po ciebie przyjechać na lotnisko.
-Rozumie.- Znów mnie olał. Jeżeli tak zawsze będzie wyglądało mieszkanie z moim opiekunem to się od niego wyprowadzę.
-To możemy już jechać śpieszę się do studia.-powiedział brązowooki.
Nic nie powiedziałam tylko kiwnęłam głową. Jechaliśmy jakiś czas. Zatrzymaliśmy się przed wielkim budynkiem. Na samym szczycie biurowca widniał napis Universal Records. Ashley zapakował auto, ale z dostaniem się do budynku było gorzej. Przed wejściem stało mnóstwo fotografów.
-Jak teraz wejdziesz?-zapytałam z lekką kpiną w głosie. Nie odpowiedział nic. Wystarczył jeden krótki telefon a jego ochroniarze się zjawili.
Tuż za drzwiami wytwórni czekał na nas mój wujek. Od razu rzuciłam m się w ramiona. Potem wszyscy razem udaliśmy się do pokoju w którym dzisiaj nagrywali nowy kawałek do swojej płyty. Ash otworzył przed mną drzwi. Zamarłam z wrażenia. Stał tam Andy. To naprawdę on...
-Oczami Andi'ego-
Staliśmy właśnie z chłopakami i gadaliśmy. W sumie sam nie wiem o czym. I wtedy weszła ona. Nawet nie wiem jak na na imię. Te oczy. Już je gdzieś widziałem. Taka urocza twarz. Piękne włosy. Ey chłopie ogarnij się masz dziewczynę. Problemy teraz ci nie potrzebne. O nie jest dobrze. Chyba muszę się trzymać z dala od niej. Myślę, że tak będzie bezpiecznie dla mnie Julliet i tej małej!
