środa, 9 lipca 2014

Dzisiaj był dzień w którym nareszcie przeprowadzam się do Hollywood na stałe. Dostałam tam ciekawą ofertę pracy. Miałam pracować dla gazety, ale teraz nie to było ważne. Mam tam mieszkać u mojego wujka, który jest producentem Black Veil Brides. To może być dla mnie wielka szanse na przebywanie bliżej Andi'ego, jak i również poznanie reszty zespołu.
W chwili gdy tato wkładał ostatnią walizkę do bagażnika zawołał mnie, że czas już jechać na lotnisko.
-Do zobaczenia mamo.- powiedziałam całując ją w policzek.
-Żegnaj córciu! Będę tęsknić!Obiecaj że będziesz dzwonić.- powiedziała ze łzami w oczach. -Obiecuję...- nic więcej nie zdążyłam powiedzieć bo mama wpadła mi w ramiona, tak że nie mogłam swobodnie oddychać.
-Ginn! Chodź już bo nie zdążysz na swój lot.- Powiedział tata, a mama wybuchła płaczem..
-Już idę tato!-odkrzyknęłam.
Wsiadłam do auta,pomachałam jeszcze przez szybę swojej rodzicielce i odjechałam z tatą na lotnisko. Dotarliśmy tam mimo nie małych utrudnień na parkingu,spowodowanych bakiem miejsca.

-Pasażerowie lotu 167 do Hollywood proszeni na odprawę.-usłyszałam polecenie z głośników.
-Córciu, pamiętaj! Nie przeszkadzaj wujkowi, wiesz ile ma pacy jako menedżer tak sławnego zespołu, a i nie przysparzaj kłopotów chłopakom...-powiedział tata.
-Dobrze tato! Będę pamiętać. Trzymaj się. Dam znać jak dolecę..



Na miejscu odebrałam bagaże i zajęłam się rozglądaniem, za moim wujem. Wtedy ktoś zaczepił mnie. To był... O mój Boże... Ashley Purdy!
-Ginevra Molly Wesley?-zapytał jeden ze członków Black Veil Brides.
-Tak.-odpowiedziałam ledwo łapiąc powietrze.
-Ja jestem...-Przerwałam mu wypowiedź.
-Ash...- Powiedziałam za niego.
-Tak dokładnie.- Uśmiechnął się. -Twój wujek kazał mi po ciebie przyjechać na lotnisko.
-Rozumie.- Znów mnie olał. Jeżeli tak zawsze będzie wyglądało mieszkanie z moim opiekunem to się od niego wyprowadzę.
-To możemy już jechać śpieszę się do studia.-powiedział brązowooki.
Nic nie powiedziałam tylko kiwnęłam głową. Jechaliśmy jakiś czas. Zatrzymaliśmy się przed wielkim budynkiem. Na samym szczycie biurowca widniał napis Universal Records. Ashley zapakował auto, ale z dostaniem się do budynku było gorzej. Przed wejściem stało mnóstwo fotografów.
-Jak teraz wejdziesz?-zapytałam z lekką kpiną w głosie. Nie odpowiedział nic. Wystarczył jeden krótki telefon a jego ochroniarze się zjawili.
Tuż za drzwiami wytwórni czekał na nas mój wujek. Od razu rzuciłam m się w ramiona. Potem wszyscy razem udaliśmy się do pokoju w którym dzisiaj nagrywali nowy kawałek do swojej płyty. Ash otworzył przed mną drzwi. Zamarłam z wrażenia. Stał tam Andy. To naprawdę on...

-Oczami Andi'ego-

Staliśmy właśnie z chłopakami i gadaliśmy. W sumie sam nie wiem o czym. I wtedy weszła ona. Nawet nie wiem jak na na imię. Te oczy. Już je gdzieś widziałem. Taka urocza twarz. Piękne włosy. Ey chłopie ogarnij się masz dziewczynę. Problemy teraz ci nie potrzebne. O nie jest dobrze. Chyba muszę się trzymać z dala od niej. Myślę, że tak będzie bezpiecznie dla mnie Julliet i tej małej!

czwartek, 3 lipca 2014

prolog

*5 lat temu*

Wychowałam się przy dźwiękach wielkich legend muzyki rockowej i metalowej. W wieku piętnastu lat rodzice – wielcy fani Metallica'i zabrali mnie na koncert mało popularnego zespołu zespołu metalowego. W drodze do Hollywood mama cały czas opowiadała mi o tym zespole. Po dłuższym monologu się już wiedziałam o kogo chodzi. Black Veil Brides. Znałam skądś tą nazwę.
Niedługo potem zasnęłam.
-Ginny!Obudź się! Jesteśmy na miejscu - obudził mnie głos mojej rodzicielki.
-Co? Już? Tak szybko?- ze zdziwieniem popatrzyłam na ojca.
-Jesteśmy pod naszym hotelem – rzekł – wysiadaj.
Gdy tylko weszłam do swojego pokoju hotelowego otworzyłam drzwi balkonowe. Widok był niesamowity.
Dałam się ponieść wyobraźni, podziwiałam Hollywood. Nawet nie zauważyłam kiedy moja mama weszła na balkon. Zeszłyśmy na dół i już przez wielkie szklane drzwi zauważyłam tatę stojącego obok taksówki.

15 minut później

Serce przyśpieszyło mi, gdy na wielkim ekranem przed stadionem zobaczyłam Andy'iego.
Do tej pory pojęcie – ideał było mi obce. Gdy tylko ujrzałam wokalistę BVB zmienił się mój świat. Chyba się zakochałam...

Przed wejściem jakiś facet kazał nam pokazać bilety.
- Pierwszy rząd przed sceną - rzekł sucho mężczyzna - idźcie z moim kolegą z nim bez problemu dostaniecie się tam.




Koncert się zaczął. Nie wiadomo skąd znałam teksty i rytmy piosenek. Wokalista zszedł do ludzi przed sceną. Podszedł również do mnie.
- Mam nadzieję, że zaśpiewasz ze mną następna piosenkę, ślicznotko- powiedział z uśmiechem .
Zerknęłam porozumiewawczo na rodziców, tak jakby prosząc ich o zgodę. Uśmiechnęli się tylko. Więcej nie zdążyłam zauważyć bo pociągnął mnie za rękę z taką siłą, że wpadłam w jego ramiona. Popatrzył mi w oczy, a przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Jego spojrzenie było zniewalające.
Teraz byłam już pewna... Zakochałam się. Chyba mam problem...